Nie zrozumiesz Leona XIV, jeśli nie wiesz o nim jednego

O. Wiesław Dawidowski zna się z Leonem XIV, bo tak jak on jest augustianinem. W rozmowie ze Stacją7 opowiada o papieżu, który jest misjonarzem, zakonnikiem i człowiekiem Kościoła na niespokojne czasy

STACJA7: Od 1978 roku wielu Polaków mogło powiedzieć: „Znałem papieża”. W przypadku Leona XIV takich osób jest u nas bardzo niewiele. Ojciec jest jedną z nich. Szczerze: czy naprawdę brał Ojciec pod uwagę, że Robert Prevost może zostać papieżem?

Gdy chorował papież Franciszek, uczestniczyłem online w kilku wieczornych modlitwach różańcowych prowadzonych na placu św. Piotra przez kardynałów Kurii Rzymskiej. Jednej z takich modlitw przewodniczył kardynał Prevost. Bacznie obserwowałem jego skupienie na modlitwie i wtedy pomyślałem po raz pierwszy, że może to jest przyszły papież. Wcześniej zaprosiłem kardynała Prevosta do Warszawy na liturgię Wielkiego Tygodnia do naszej parafii anglojęzycznej, ale odmówił ze względu na trudną sytuację w Watykanie – chociaż napisał mi, że to “kusząca” propozycja. 

„Modliłem się, żeby to był on”

W czasie wielu rozmów z braćmi dawałem wyraz przekonaniu, że przyszłym papieżem będzie właśnie o. Prevost. Zapytano mnie też o moje przeczucia co do wyboru, w programie TVP, w dniu rozpoczęcia konklawe. I szczerze? Modliłem się, żeby to był on.

I okazało się, że to on. 

Tak, pierwszy kardynał augustianin z czynnym głosem na konklawe od ponad 100 lat. Przed nim był to kardynał Sebastiano Martinelli, który brał udział w konklawe 1903, które po śmierci Leona XIII wybrało Piusa X. Trochę żałuję, że nie obstawiałem na ten wybór żadnych pieniędzy (śmiech). Przydałyby się nam w klasztorze. No, ale Leon XIV uczy, że nie powinniśmy aspirować do niczego, tylko cieszyć się, że wybrał nas Pan Bóg. Więc cieszę, że to jego wybrał Duch Święty głosami kardynałów. Do dzisiaj wspominam tamten dreszcz emocji, który towarzyszył mi od chwili pojawienia się białego dymu do ogłoszenia przez kardynała protodiakona imienia nowego papieża. 

Jak właściwie wyglądała wasza znajomość? Była to relacja przełożony-współbrat, zwykła zakonna znajomość, czy może przyjaźń?

Nie mogę aspirować do przyjaźni z papieżem Leonem, to byłaby nieprawda. Ale zna mnie – i to dość dobrze. To on – wówczas jako przełożony generalny augustianów – mianował mnie prowincjałem, przyjął ode mnie przysięgę kanoniczną przy objęciu urzędu. Spotkaliśmy się wiele razy przy okazji spraw dotyczących naszej prowincji. Gdy przyjeżdżałem do Rzymu jako przełożony prowincji, zawsze zalecał, abym zatrzymywał się w naszej Kurii Generalnej. Zresztą taki jest zwyczaj, że tam zatrzymują się przełożeni wyżsi. Sądzę, że określenie “mój współbrat” jest najtrafniejsze.  

Jaki był Robert Prevost poza urzędem: przy stole, w zwyczajnej rozmowie, w codzienności zakonnego życia?

Znam go “poza urzędem” z naszego pierwszego spotkania w 1999 roku. Pisałem wtedy doktorat na Gregorianie, a on był już prowincjałem w Chicago. Zawsze skromny, łagodny, słuchający uważnie. Kocha być z braćmi, to jest bardzo augustiańskie. Mogę zdradzić, że kiedy był w Polsce, zaprosiliśmy go na przykład do pewnej krakowskiej restauracji (nazwy nie zdradzę). Zawsze skromny i radosny ale też zatroskany o braci. Ostatni raz jadłem z nim obiad na pół roku przed jego wyborem na papieża. Podarowałem mu wtedy grafikę św. Augustyna autorstwa łódzkiego grafika Tadeusza Siary, a on podarował mi godzinę czasu na rozmowę o Kościele. Wspaniały czas. 

Gdyby miał Ojciec powiedzieć komuś, kto nigdy go nie spotkał: „Nie zrozumiesz Leona XIV, jeśli nie wiesz o nim jednej rzeczy” – co by to było?

Wspólnota. I dodam: wspólnota augustiańska ze wszystkimi jej konsekwencjami i słabościami. Dwa tygodnie po swoim wyborze papież Leon powiedział do braci w międzynarodowym kolegium augustiańskim św. Moniki w Rzymie: “zmieniła się moja rola, pozycja i misja ale zawsze pozostanę augustianinem”. 

Co z tego wynika? Wspólnotowe rozeznawanie drogi. Wspólnotowe podejmowanie decyzji. To nie jest łatwe, bo wymaga wielkiej pokory, a z drugiej strony czasami wzięcia na siebie roli lidera i wyprzedzenia decyzji braci dla wspólnego dobra. Leon XIV, jakiego znam, potrafi mierzyć siły na zamiary i lubi projekty mające konkretny kształt.

“Nie jestem Franciszkiem II”

Przed konklawe najczęściej wskazywano kard. Parolina, bo – chyba słusznie – szukano papieża stabilizacji, głoszącego pokój światu, który stoi na krawędzi wojny. Kardynałowie wybrali jednak Roberta Prevosta, o którym mówiło się znacznie rzadziej. Co ten wybór mówi o Kościele i o samych kardynałach? 

Ha! Pamiętam zdziwienie kilku polskich znanych redaktorów, gdy usłyszeli o wyborze i nic nie wiedzieli o kardynale Prevoście. To tylko pokazuje, że ludzkie wybory, analizy i zakłady nie mają znaczenia. Po wyborze napisał mi kardynał Mario Grech: „Jeśli ktoś nie wie, jak działa Duch Święty na konklawe, to on może złożyć o tym świadectwo”. Oczywiście nie w sensie zdrady tajemnicy konklawe, ale w znaczeniu pewnych emocji. A kogo szukali wśród siebie kardynałowie? O to  trzeba pytać ich. Na ile znam się na języku ciała, to w dniu ogłoszenia wyboru widziałem na Loggi błogosławieństw uśmiechniętych i szczęśliwych kardynałów. I to był znak, że oni dobrze wiedzieli, jakiego Piotra naszych czasów potrzeba Kościołowi.  

Czy w ogóle ma sens pytanie, czy Leon XIV będzie raczej „Franciszkiem II”, czy „Benedyktem XVII”? A jeśli nie, to gdzie Ojciec umieściłby go na mapie dzisiejszych napięć w Kościele?

Przy okazji rozpoczęcia pontyfikatu rozmawiałem w Rzymie z o. Maciejem Giertychem OP i on podpowiedział mi, że w kwestii doktryny to będzie ciągłość z pontyfikatem Jana Pawła II i Benedykta XVI, a w kwestii gestów – ciągłość z pontyfikatem Franciszka. Wiem od braci augustianów w Rzymie, że papież powiedział jasno: nie jestem Franciszkiem II, ale Leonem. To coś wyraźnie mówi o samoświadomości Ojca Świętego. Natomiast dzisiaj, po wielu wystąpieniach publicznych papieża, wiemy już o wiele więcej. W tych dniach ukazuje się książka publikująca teksty o. Prevosta z czasów, gdy był przełożonym generalnym. My augustianie znamy te teksty, ale teraz nabierają one innego znaczenia. Aby zrozumieć Leona, trzeba zebrać te teksty. Nad wydaniem książki „Wolni utwierdzeni w łasce” trudziło się czterech zakonników. Dobrze, że ta książka ukaże się w języku polskim, bo wtedy dla wszystkich stanie się jasne, co było, jest i będzie duchowym pokarmem papieża Leona. 

Wiadomo, że Robert Prevost rozważał imię „Augustyn”, ale ostatecznie wybrał „Leon”. Kogo Ojciec zobaczył 8 maja 2025 roku: Leona czy Augustyna? 

Imię Leon mnie zaskoczyło, aczkolwiek dobry znajomy jezuita o.prof. Marek Inglot, twierdzi, że przewidział wybór tego imienia. Imię ma znaczenie, bo wiele mówi. Sam papież powiedział, że miał taką myśl, aby to był „Augustyn”, jednak wybrał imię Leon, po Leonie XIII, wielkim przyjacielu augustianów, wręcz dobroczyńcy naszego zakonu. Był to papież, który wychował się w augustiańskiej parafii w Carpineto, studiował teologię w kolegium w Viterbo, skąd pochodził bł. Jakub z Viterbo, augustianin, notabene twórca pierwszego podręcznika eklezjologii.   

Augustyn na czas końca imperiów

Amerykanin z urodzenia, Peruwiańczyk z doświadczenia, watykański kurialista z urzędu, augustianin z tożsamości. Po pierwszym roku pontyfikatu która z tych warstw wydaje się Ojcu najważniejsza? 

Proszę zwrócić uwagę, na korzenie genealogiczne Leona XIV. Matka była Kreolką, Ojciec Sycylijczykiem, babka i ojciec po stronie matki to byli mulaci o francuskich, hiszpańskich i afrykańskich korzeniach. Tak więc jest to niezwykły mix kulturowy zakorzeniony głęboko w Kościele katolickim, czyli powszechnym. Papież Leon jest człowiekiem Kościoła i to wyraża się zarówno w jego motto „In ille uno unum”, jak i w jego duchu misyjnym. Miałem szczęście być razem z reprezentacją mojego duszpasterstwa anglojęzycznego na osobistej audiencji i przyglądałem się z bliska interakcjom Ojca Świętego z rozmaitymi delegacjami. Wtedy przyszła mi myśl: to jest duszpasterz. To jest biskup Kościoła zatroskany o każdego człowieka. Rzecz jasna, że biegła znajomość języków, doświadczenie misyjne, znajomości z biskupami i kurialistami bardzo pomagają. Wiem – a powiedział mi to jo jeszcze jako kardynał – że bardzo leży mu na sercu jakość życia zakonnego we współczesnym Kościele. On naprawdę wierzy, że zakony są sercem Kościoła i jeśli to serce cierpi na stan przedzawałowy, to cierpi całe ciało. 

Leon XIV często mówi św. Augustynem. To tylko naturalny kod augustianina, czy także świadome lekarstwo na dzisiejszą sytuację świata i Kościoła? 

Dla nas augustianów to zupełnie naturalne myśleć i mówić św. Augustynem. Augustyn jest dla nas tym, kim św. Tomasz dla dominikanów, a w mojej formacji zakonnej i teologicznej zalecano, żeby w każdym kazaniu powołać się na autorytet biskupa Hippony.  

W przeciwieństwie do Tomasza Augustyn żył na przełomie epok. Na nim kończy się starożytność i zaczyna średniowiecze. Ale Augustyn jest też świadkiem końca epoki potęgi Imperium Romanum.  Doświadczamy na naszych oczach pewnego kresu naszych Imperiów, o czym mówiłem w książce napisanej razem z Damianem Jankowskim:  „Leon XIV. Papież na niespokojne czasy”. Otóż, uważam, że żyjemy u kresu Pax Americana, a także u kresu nowożytności. To jest  oczywiście długi proces, ale na pewno do annałów odchodzi światowy porządek polityczny, jaki został skonstruowany po II wojnie światowej. Wielki amerykański gwarant pokoju już się takim nie jawi, co zresztą coraz bardziej wybija się w głosach politologów.  

Średniowieczne wędrówki ludów, których świadkiem był Augustyn, też są paradygmatem naszych zmian kulturowych. Współczesne migracje to znak pewnej fluktuacji kultur. Proszę zwrócić uwagę, ilu cudzoziemców spotykamy na naszych ulicach i nikogo to już nie dziwi. Jeśli więc ktoś myśli, że jest w stanie urzędowo i przy pomocy aparatu państwowego zatrzymać współczesne migracje jest albo naiwnym człowiekiem, albo populistą, albo fanatykiem. Św. Augustyn był świadkiem upadku Imperium Romanum, a jednocześnie wielkim apologetą interkulturowego chrześcijaństwa. Papież Leon XIV doskonale to czuje i myślę, że w najbliższych latach będziemy wiele razy słyszeć cytaty ze św. Augustyna. 

W Polsce św. Augustyn bywa sprowadzany do kilku szkolno-homiletycznych obrazków: późne nawrócenie, dziecko nad morzem i próba przelania morza do kałuży, „niespokojne jest serce nasze”… Czy Leon XIV może sprawić, że Augustyn stanie się postacią tej rangi, co św. Tomasz z Akwinu? 

Augustyn nie jest łatwym pisarzem, jego styl kaznodziejski jest stylem oratorskim wzorowanym na Wergiliuszu, Horacym, Cyceronie i innych wielkich retorach starożytności i w przeciwieństwie do Tomasza nie jest teologiem systematycznym. Osobiście widzę w Polsce od lat wielkie zainteresowanie myślą Augustyna. Publikuje się coraz więcej jego tekstów. Ostatnio zespół filologów klasycznych pod kierunkiem prof. Przemysława Nehringa wydał na Uniwersytecie UMK w Toruniu monumentalne dzieło 5 tomów listów św. Augustyna, a one pozwalają nam zrozumieć rozwój myśli tego wielkiego konwertyty. Tak więc ten Augustyn jakoś zaczyna wędrować, fakt, że do elit, ale może dzięki Leonowi zawędruje też do ludzi o mniejszym wyrobieniu teologicznym i literackim.

W czym Leon XIV najbardziej przypomina papieża Franciszka, a w czym już teraz widać wyraźną różnicę?

Z jednej strony, ekscytacja tym, że papież założył na pierwsze błogosławieństwo komżę, mucet i tradycyjną stułę była nietrafna, bo to jest tylko decorum. Z drugiej, pamiętajmy, że kardynałowie nie wybrali następcy Franciszka, ale następcę św. Piotra, bo każdy papież jest właśnie Piotrem naszych czasów. Natomiast historia tak się układa, że pewne wyzwania, przed jakimi stawał papież Franciszek, trwają i one są podejmowane przez papieża Leona. Myślę tutaj chociażby o kwestii migracji, problemie eskalacji, pełzającej Trzeciej Wojny Światowej, ale też problemach natury ekologicznej. 

Problemem są też wewnętrzne sprawy Kościoła jak chociażby kryzys katolicyzmu w Europie, spadek kandydatów do kapłaństwa, kryzys życia zakonnego wielu wspólnot, zarówno męskich jak i żeńskich. Te problemy sygnalizował już Franciszek i te kwestie podejmuje papież Leon. Tak więc nie mamy do czynienia z zerwaniem, ale wyraźną ciągłością, bo to przecież ciągle jest ten sam Kościół, głoszący ewangelię nadziei i Chrystusa zwycięzcę śmierci. 

AI, Ameryka i moralny autorytet papieża

Imię Leon XIV od razu przywołało skojarzenie z nauczaniem społecznym Leona XIII. Czego Ojciec spodziewa się po pierwszej encyklice tego pontyfikatu (15 maja)? Czy jej założeniem będzie powtórzenie tezy Leona XIII, że są takie problemy społeczne, których ani żadne państwo, ani Kościół samodzielnie nie rozstrzygnie, że potrzeba tu współpracy?

Mamy już dwa tropy. Przede wszystkim – próbkę literacką i doktrynalną  w postaci adhortacji “Dilexi Te”. Wspomniałem też o książce z czasów, gdy Leon XIV był przeorem generalnym augustianów, posiadająca w tytule piękny cytat z Reguły zakonnej św. Augustyna ”Wolni, utwierdzeni w łasce”. Nie chciałbym więc  wróżyć czy przewidywać, o czym będzie pierwsza encyklika – nie mam też śmiałości napisać maila do Ojca Świętego w tej sprawie – (śmiech), ale… 

…Coraz częściej mówi się, że pierwsza encyklika może dotyczyć sztucznej inteligencji i przemian technologicznych. Czy to byłby “temat Leona” społeczny, ale jednocześnie bardzo współczesny?

Skoro do młodzieży amerykańskiej, łącząc się na platformie streamingowej online,  mówił o problemach mediów społecznościowych czy potrzebie przyswajania wiedzy w tradycyjny sposób, to może podejmie właśnie te kwestie. Nie tak dawno mówił księżom, aby nie polegali na sztucznej inteligencji przy pisaniu kazań, bo to zabija głębię Słowa Bożego. Więc  może będzie to encyklika o AI właśnie? Tak mówią niektórzy dziennikarze. 

Żyjemy w czasach tak szybko postępującej rewolucji technologicznej, że czasem boimy się, jaki będzie świat, gdy nam to wszystko ktoś jakąś wojną wyłączy? Boimy się też poprawiania ludzkości, a przecież musimy pamiętać że AI już wkroczyło w sferę bioetyki. Medycy są np w stanie korygować łańcuch DNA człowieka. Powstają samochody autonomiczne i jest tylko kwestią czasu jak wielu ludzi straci tradycyjną pracę na skutek postępującej robotyzacji wielu gałęzi przemysłu. To są kolosalne wyzwania, które niektórzy starsi widzą, ale młode pokolenie czuje lepiej. I te różne światy i kultury technologiczne trzeba jakoś ze sobą godzić sięgając po to co jest niezmienne i żywe czyli Słowo Boże spajające Kościół i ludzi dobrej woli.

Katolicyzm w USA nie jest jednorodny, jest bardziej spolaryzowany niż w Polsce. Czy Leon XIV, pierwszy Amerykanin jako następca św. Piotra, jest w stanie pogodzić obie grupy?

Pierwszy raz pojechałem do USA w 1989, będąc po drugim roku studiów teologicznych. Doświadczyłem wtedy tych dwóch różnych prędkości Kościoła: tradycyjnego i otwartego. Jednocześnie w obu tych obozach była nieprawdopodobna praca świeckich. W Polsce wtedy było czymś niewyobrażalnym, aby w kurii biskupiej pracowali świeccy, a tam, nawet w konserwatywnej diecezji Providence, Rhode Island było to normą. We frakcjach otwartych świeccy byli z księżmi na “ty”, w konserwatywnych “per ksiądz”. Na ile znam papieża Leona, nie ma w nim tendencji do antagonizowania frakcji, ale raczej zachęcania do pracy na rzecz dobra wspólnego. 

Dawno temu biskup Fulton Sheen, dziś kandydat na ołtarze przyrównał Kościół amerykański do Kościoła Laodycei z księgi Apokalipsy. I tam jest napisane: „Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”,a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości,i biedny i ślepy, i nagi”. To była prawda o Kościele w Ameryce, który bardzo mocno zmienia się w perspektywie doktryny teologicznej, jak i społecznej. Dzieje się to dzięki nowym nominacjom biskupim, które są  jasnym sygnałem, w jakim kierunku prowadzi Kościół obecny papież. 

A tak na marginesie, czy ten cytat z Apokalipsy nie odnosi się dzisiaj do Kościoła w Polsce? My też mamy swoje lekcje do odrobienia i to naprawdę bardzo poważne.

Massimo Franco opisał relację USA-Watykan jako spotkanie dwóch „imperiów równoległych”. Dziś na ich czele stoją dwaj Amerykanie: Donald Trump i Leon XIV. Jak Ojciec czyta niewątpliwy spór pomiędzy nimi?

Tutaj mogę powołać się na samego papieża, a nie na moje osobiste wyczucie tematu. Przede wszystkim to Ojciec święty został zaatakowany przez prezydenta Trumpa. A Ojciec święty ze spokojem odpowiedział „Nie jestem politykiem. Mówię o Ewangelii”. 

Trump obraził papieża mówiąc, że on jest słaby. Tymczasem to sam Trump okazał się słaby, co widać chociażby po fiasku wojny z Iranem. Świetnie to określił biskup Antonio Staglianò, w artykule „Trzeźwy Pasterz i pijany król”. Papież Leon jest pasterzem wielkiej trzeźwości umysłu i stoi po stronie prawdy. To tyle jeśli chodzi o spór. Natomiast w kwestii dwóch Amerykanów na czele dwóch imperiów to powtórzę: z jednej strony widzimy schyłek Pax Americana. A z drugiej, Papież Leon XIV jeszcze jako zakonnik nigdy nie obnosił się swoją amerykańskością. On był i jest wszystkim dla wszystkich. Dotykał biedy, ale też nie gardził ludźmi bogatymi. 

I na koniec lżej: gdy Leon XIV przyjedzie do Polski, prawdopodobnie w 2028 roku, czy Ojciec już szykuje się do roli papieskiego tłumacza?

Kilkukrotnie byłem już tłumaczem o. Roberta Prevosta w czasie jego wielu wizyt w Polsce. Znam biegle angielski, chociaż znam swoje miejsce w szeregu. Odpowiem dykteryjką. Ojciec Edward Daleng, nigeryjski augustianin, po wielu latach pracy w Rzymie miał wracać do Nigerii. Walizki już były spakowane, bilet kupiony i na dzień przed wyjazdem odebrał telefon od papieża. Ojciec święty poprosił go zaprosił go do siebie i poprosił, aby został vice-regensem Domu Papieskiego. 

Tak więc papieżowi się nie odmawia. 

Rozmawiał: ks. Przemysław Śliwiński

O. Wiesław Dawidowski OSA – augustianin, doktor teologii fundamentalnej, duszpasterz i publicysta. Od 2004 roku związany jest z anglojęzycznym duszpasterstwem cudzoziemców w Warszawie, którego jest rektorem; w 2024 roku został mianowany Krajowym Dyrektorem Duszpasterstwa Migrantów przy KEP. W latach 2012-2021 był przełożonym prowincjalnym augustianów w Polsce, a wcześniej współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Osobiście poznał i pracował z o. Robertem Prevostem, późniejszym biskupem i kardynałem, dziś papieżem Leonem XIV.